18 paź 2015

Dom

Kiedy dorastamy w jednym miejscu, wśród rodziny przywiązujemy się do miejsca. Wiemy, że jest to nasz dom, nasze miejsce na ziemi i nie ważne co się dzieje zawsze do niego wracamy. To jak chowanie się przed najgorszą burzą. Czujemy się w tym miejscu bezpieczni, bo to przecież dom. W nim zawsze jesteśmy mile widziani, nawet jak pokłócimy się o kolejną głupotę. Jednak z biegiem lat, z decyzjami które podejmujemy i z ludźmi, którzy stają na naszej drodze znajdujemy coś zupełnie innego. Taki dom, ale nie-dom. Naszą nową przystań, zrodzoną ze wszystkiego co nas kształtuje. I wtedy znajdujemy nowy dom. Nie tyle mieszkanie, budynek ile ludzi z którymi chcemy iść przez życie. Ramię w ramię, nie bacząc na żadne przeszkody czy niepowodzenia. Domem staje się druga osoba, której ramiona będą dla nas zawsze otwarte. To chyba wtedy rodzi się instynkt macierzyński. Chcemy tą drogą podążać razem. Stworzyć coś z niczego i pokazać jak wspaniale jest mieć oparcie w drugiej osobie. Nauczyć tego małego człowieka czym jest dobro i miłość, czym jest złość i niepowodzenie oraz tego że nie ważne co się stanie, zawsze jesteśmy dla niego - rodzice. Dom. Więc wracamy zarówno do tego pierwotnego domu i późniejszego domu-nie domu. To chyba to nas kształtuje. Nie miejsca, ale ludzie. Ponieważ miejsca w których żyjemy mogą się zmieniać, ludzie pozostają.

2 paź 2015

Sens

Natknęłam się na mojego bloga czytając jakieś starocie na facebooku. Dziwne uczucie czytać samą siebie, myśląc jednocześnie że miałam racje co do wszystkiego. I mimo tych dwudziestu paru lat dalej czuje się jak nastolatka. Wiele rzeczy zmienia praca, bo np. w piątek nie mam ochoty wychodzić na piwo, a fakt sprzątania całego mieszkania w sobotę przyprawia mnie o mdłości. Więc zaczęłam się zastanawiać, jak to z tym wszystkim jest? Kiedyś osoby w moim wieku już dawno miały dzieci, o których przyszłość starały się zadbać. A ja? Jaram się nową częścią Szklanego tronu. Dawni przyjaciele odeszli w dal, nie bacząc na nic. Nowi niby są, ale tak naprawdę ich nie ma. W pracy osoby mając co najmniej 30 lat, życie pełne zobowiązań i dzieci. I stwierdzam, że ciężko w tym wszystkim się połapać. Ciężko znaleźć swój rytm życia. Więc siedzę, przy winie zastanawiając się gdzie w tym wszystkim jest sens, gdzie przyjaciele którzy mieli być na zawsze.

28 maj 2013

Walczyć z całych sił

Ucząc się na przecudny egzamin z rosyjskiego, na którym zapewne poniosę wielką porażkę stwierdziłam że to nie oceny są ważne. Są egzaminy na które uczyłam się mało i dostałam dobrą ocenę, albo takie gdzie dobra ocena jest wynikiem wyrobionej "marki". O wiele bardziej liczą się chyba wysiłki i trud jaki się wkłada w to wszystko. Chodzi o to, żeby umieć walczyć, nie tylko jak wychodzi, ale również wtedy gdzie pare razy musimy upaść. Takie doświadczenia wzmacniają i kształtują bardzo mocno.

Tak więc na zakończenie mojego krótkiego i spontanicznego jakże wywodu stwierdzam, że będę walczyć na rosyjskim. I nawet jak mi nie pójdzie nie załamię się tak bardzo, a przynajmniej postaram się nie załamać i będę błagać o drugą szansę. O! Tak zrobie!

Ave!

9 maj 2013

Kiedy dzieje się źle to...

No właśnie. Co należy zrobić kiedy coś zaczyna się kaszanić? Uciec czy zostać? To znaczy chyba wszystko po jakimś czasie zaczyna się psuć, prawda? I nie należy uciekać tylko starać się naprawić to wszystko. Ale co jeśli się nie da? Kiedy wszystko Cię denerwuje i nie potrafisz tego zmienić? Kiedy czujesz się jakby Cię nie było w pokoju? Kiedy masz ochotę krzyczeć? Kiedy po prostu masz ochotę na.... spotkanie z kimś kto Cię zrozumie i zaakceptuje.

Mam zdecydowanie za dużo rzeczy na głowie i do tego wszystko się kaszani. A do tego laptop wydaje z siebie dziwne dźwięki. To chyba moment, w którym powinnam się iść uczyć. Dlatego idę.

Ave!

P.S. Mam nadzieje, że Ty, który to czytasz czujesz się lepiej niż ja. A jeśli nie.... cóż, chyba są takie beznadziejne momenty w życiu.

23 kwi 2013

Strach wielkie oczy ma...?

Ludzie boją się wielu rzeczy. Jest to uczucie, które towarzyszy nam od zawsze. Pierwszy dzień w szkole, pierwszy chłopak, publiczne wystąpienie, szczepionka, chuligani. Jednak czy to, że czegoś się boimy jest złe? Czy powinniśmy starać się pozbyć naszych lęków ukrytych głęboko na dnie naszej osobowości? Już niejednokrotnie słyszałam opinie, że strach jest niepożądany. Ale moim zdaniem jest to nieprawda. Chyba nie ma na świecie ludzi, którzy nie boją się niczego. Każdy ma jakąś "pule" rzeczy, które strachem go napawają. Dlaczego więc jeśli każdy się czegoś boi, uważane jest to za coś niepożądanego. Być może jest to jedna z kliku rzeczy, która sprawia, że jesteśmy ludźmi. Albo może to kwestia naszego instynktu? Zwierzęta również odczuwają strach i najczęściej traktują go jako zagrożenie. Wtedy uciekają. Czy należy uciekać od rzeczy, których się boimy? Czy wręcz przeciwnie? Stawić im dzielnie czoła.

Dzisiaj na pewno nie odpowiem co, przynajmniej moim zdaniem, jest lepsze. Jeśli chodzi o mnie, to boje się wielu rzeczy. Jedne są uzasadnione, inne z kolei nie. I jak każdy człowiek czasem uciekam zamiast stawić czoła jakiemuś zagrożeniu. Wniosek? Trzeba być bardziej asertywnym.

Koniec Kropka.

16 kwi 2013

Zmiany

Wróciłam. Na jakiś czas. Przez pewien moment myślałam, że nie będę potrzebować całkiem mojego miejsca w sieci, mojego miejsca odosobnienia gdzie mogę napisać wszystko co przewija się przez główkę. Można powiedzieć, że przez pewien okres czasu myślałam, że hmm... znormalniałam? Stałam się chociaż troszkę dorosła? No wiecie, sama podejmuje decyzje (mądre, czy głupie ale zawsze moje), staram zachowywać się rozsądnie, udzielać mądrych rad młodszemu bratu. Ale nie... nie pasuje to do mnie. Przynajmniej na razie. Jak napisałam w opisie jestem ciągłą poszukiwaczką mojego miejsca na tym świecie. Nie chodzi o to aby było w nim totalnie idealnie, różowo, szczęśliwo i z dużą dawką jednorożców. Chodzi bardziej o to abym poczuła, że to jest miejsce do którego chce wracać, takie najmojsze. Niestety nie jest to takie proste. Czasem mam wrażenie, że żeby coś takiego znaleźć trzeba przejść przez drogę z cierni - walka z rodzicami (jeżeli jest się najstarszym dzieckiem), przyjaźnie które rozczarowały, wszystko to co się nie udało i sprawiło nam ból. Jednak takie rzeczy nas kształtują, sprawiają że jesteśmy właśnie takimi osobami jak w danym momencie. I może niekoniecznie pasuje mi rola "słodkiej dziewczyny", która jest na każde skinienie chłopaka. Jestem bardziej jak złośnica Patyk, o swoim własnym niezależnym rozumku. I być może nie jest to miejsce, którego szukałam. Nie chodzi oczywiście o mego lubego. Wszystko z nim all right. Chodzi mi bardziej o to, że rola "przykładnej" dziewczyny niekoniecznie mi wystarcza. Chciałabym czegoś więcej, coś osiągnąć, stać się kimś kto będzie wzbudzał pewnego rodzaju respekt.

Dlatego właśnie Dziubki, Patyk powraca. Szczęśliwy Patyk, ale niejednokrotnie zły na głupotę tego świata. Także przygotuje się.

Ave!

7 paź 2012

Coś jakby pozytywnego

Myślę, że era smutnych i depresyjnych tekstów skończyła się. Nie będzie już żalenia się na ten niesprawiedliwy jakże świat (chociaż i tak, taki zostanie), nie będzie narzekania i jęczenia. Od dzisiaj, a raczej wczoraj weszłam w erą rzygania tęczą. cudownych jednorożców i cukierkowych krajobrazów. W sumie to nie chce rzygać tęczą. Nie. Zdecydowanie nie. Reszta jeszcze jakoś ujdzie. I z pełną świadomością mogę powiedzieć, że jest git. Nawet prace zachciało mi się pisać. I bardziej starać w szkole. I spoglądać na świat przez różowe okulary. No wiecie... niebo jest wtedy bardziej niebieskie, trawa soczyście zielona, jedzenie smakuje lepiej, nawet psie kupy i osiedlowi żule wyglądają ciutkę lepiej. Na pewno nie pachną lepiej, ale zdecydowanie lepiej wyglądają. Niemniej jednak miejsce smutnego Patyka, zastąpił trochę weselszy Patisonek.

W taki razie trzymcie się i niech moc będzie z wami.
Ave!

12 wrz 2012

Nigalu = saren, gwiezdny port nr 3 i mojego wyjebywywania ciąg dalszy

No więc, no więc, no więc. Ponad tydzień spędziłam pod Poznaniem. Dokładnie 11 dni. Epicko, co nie? A tak serio całkiem, to chciałam zrobić sobie wakacje. Wzięłam laptopa, bo myślę "może uda mi się coś napisać, czy coś?" ALE (ktoś zbyt często używa tego sformułowania) jak zawsze nic z tych planów nie wyszło. Trochę chodziła po tym lesie i wiosce i polankach i tym podobnych tematach, byłam w nowym ZOO w Poznaniu z Bączysławem i spełniłam swoje marzenie o jeżdżeniu super kolejką, byłam nawet nad jeziorem i moczyłam stopy siedząc na pomoście i grając z Bączysławem również w państwa-miasta (oczywiście wygrałam). No i tradycyjnie nie obyło się bez gleby. Tym razem zaatakował mnie hamak ^^ Tak, tak, jestem zdolna.

Niemniej jednak w wyniku nieprzewidzianych wydarzeń udało mi się zostać swatką. Dokładnie tak! Małym słodkim amorkiem, kupidynkiem z łukiem i czerwonymi strzałami zakończonymi sercami. I nie ważne że nie umiem strzelać z łuku, nie ważne że moje interakcje z płcią przeciwną są dość "ograniczone" i nie ważne, że uważam że do doradzania w takich sprawach się nie zam. Gdybym miała jakąś super białą sukienkę i skrzydła, to bym za takiego amorka się przebrała. Może nawet udałoby mi się słodko wyglądać. Ale szczerze powiedziawszy to tak trochę dziwnie czuje się wysłuchując po raz kolejny zaznaczam jaka dana osoba jest, albo jaka nie jest, albo co napisała, albo czego nie. Pytanie czy się do tego nadaje? Bo chyba wolałabym sama takie bzdury komuś pisać i się żalić jak to bardzo załamana jestem bo ktoś przez 10 minut nie odpisuje. A tak niestety żale się, bo nie mogę znaleźć mojej wymarzonej książki. Przeszukałam cały internet i nic. Nigdzie nie można jej kupić, a jak tak bardzo ją chcę. I nie obchodzą mnie żadne śmieszne e-booki, tylko forma papierowa. Potrzymać ją w łapkach, znaleźć jakieś przyjemne i odosobnione miejsce i stać się bohaterką książki :D Jednak nie poddam się bez walki, o nie! Zamierzam przeszukiwać allegro co drugi, trzeci dzień i... i... księgarnie internetowe i zamierzam do empiku iść. Może jak się popłacze tak, to mi ją wyczarują? A jak jej nie będzie nigdzie to chyba ją wydrukuje, tak jak Domek mówił. I to oczywiście będzie tylko forma "robocza". To chyba będzie najlepszy pomysł.

A tymczasem czas wracać do domu, to mojego ukochanego gryzacza, którego nawet nie poznała, ale o tak go kocham :D

3 wrz 2012

Kowbojski kapelusz i hamak

Zaczęłam zastanawiać się czy gdybym miała wybór chciałabym być inna. Wiecie, magiczna moc, artefakt czy coś, czary mary, dobra wróżka i jako jedyna osoba na świecie mogę zmienić w sobie co tylko zechce. Mogłabym być np. wyższa, albo nie mieć wady wzroku, która tak przy okazji mnie coraz bardziej męczy, albo jeszcze mogłabym mieć mniejszy nos, proste włosy, szczuplejsze nogi, umieć fantastycznie gotować, mieć porywającą osobowość. Ale doszłam do wniosku, że chyba nic bym nie zmieniła. Jeśli chodzi o wygląd to fakt, często narzekam, no ale tak to już bywa, że lubię sobie trochę ponarzekać. Jednak mężczyzna nie ma mnie kochać dlatego, że jestem super śliczna. On ma mnie kochać, bo wie co mam w sercu, jaki mam charakter. Przez ostatni czas pytałam się ludzi co o mnie myślą. Stwierdziłam, że jest to kluczem do tego, żeby dowiedzieć się jaka jestem na prawdę. Muszę przyznać, że rezultaty tego eksperymentu mnie zadziwiły. Nikt nie widzi mnie taką na jaką staram się wyglądać, jaka staram się być. Wszystkie jednak były pozytywne, co mnie bardzo cieszy. Dlatego nie poddam się, bo lubie siebie taką jaka jestem - dla jednych przeurocza, dla innych złośliwa, czasem odważna, ambitna, wojownicza, delikatna, o dobrym sercu, dumna. I na pewno nie załamie się bo ktoś napisze o mnie coś złośliwego, czy powie że zaczęłam wyobrażać sobie zbyt wiele. No i oczywiście nie załamie się, bo ktoś mnie nie chce. Nie on pierwszy i nie ostatni, jak to powtarza moja mama. Założę więc kowbojski kapelusz, położę się na hamaku i będę wymyślać coraz to nowe historie, które później spisze. A w piątek przyjedzie Bączysław i razem pohejtujemy innych ^^

31 sie 2012

Dlaczego nigdy nie może być tak jakbym tego chciała?

Fakt - nie jestem jakoś wybitnie inteligentna i nie jestem też wybitnie piękna. Moja mama nie jest super bogata, nie mam własnego wypasionego samochodu, ani też wielkiego domu z widokiem na coś co jest piękne i zachwycające jednocześnie. Ale kurwa pytam dlaczego? Dlaczego moje całe życie trafiam na takich co chcą skutecznie utrudnić mi życie? Dlaczego nie może być łatwo i prosto? Dlaczego zawsze muszę być tą naiwną istotką? Myślałam, że trafiłam na kogoś kto zaakceptuje mnie taką jaka jestem? Że pierwszy raz pomyślę, że on nie jest taki jak wszyscy. Ale, ale, ale po raz kolejny się przejechałam. W takich momentach chciałabym zniknąć, stać się no nie wiem... jakimś małym ptaszkiem, albo kamiennym posągiem stojącym na wrocławskiej operze. Dlatego postanowiłam olać to, nie przejmować się i mieć dosłownie wyjebane na wszystko. Jednak mimo wszystko, gdzieś tam, chciałabym żeby okazało się, że myliłam się, że ma podobne oczekiwania jak ja, tylko nie z tej strony zaczął czy coś. Ehh.. sama już nie wiem jakbym chciała żeby było. Za to wiem, że w tym momencie jest mi smutno.

29 sie 2012

Jak to jest z tymi talentami?

Zaczęłam zastanawiać się co jest wyznacznikiem talentu, tzn. kiedy kto jest utalentowany. Na tym świecie istnieją przecież ludzie o talencie niezaprzeczalnym, jak choćby jakiś robotnik z fabryki który niesamowicie maluje, albo pani kucharka, której głos podobny jest do Whitney Houston. I tak w dziedzinie pisania czy talent ma ktoś kto napisze opowiadanie od ręki - takie na szybko, bez poprawiania i będzie on zacne? Czy talent ma osoba, która mimo swojego stylu i wszechobecnych błędów stylistycznych poruszy czytelnika? Czy można powiedzieć, że ktoś ma talent, bo w drodze długotrwałej nauki robi coś niesamowicie? Czy talentem nazwiemy kogoś kto robi coś dla czystej przyjemności nie wiedząc nawet czy to jest dobre.

Jest to ciekawe, gdyż wiele osób nie wie o tym, że jakikolwiek talent posiada. Bo jeśli ktoś mówi Ci, że jesteś w czymś słaby, albo nie tak dobry, jak ktoś inny przestajesz w siebie wierzyć. Może akurat Ty masz talent do czegoś, ale właśnie przez to, że zostałeś w jakiś sposób zniechęcony nigdy tego nie odkryjesz? Zazwyczaj jest tak, że ten talent zostaje albo niewykorzystany, albo nieodkryty.

W obecnym świecie ciężko się wybić. Ciężko jest zostać zauważonym. Ludzie chcą się zmieniać myśląc, że nie ma w nich niczego niesamowitego, niczego co czyni ich ludźmi wyjątkowymi. Myślę jednak, że każdy człowiek ma coś co sprawia, że właśnie taki jest. Dlatego takim talentem nazwać można nawet najmniejszą rzecz. Talentem, moim zdaniem będzie, umiejętność rozśmieszania ludzi, będzie to też chęć pomocy innymi, trwanie przy swoich ideałach, umiejętność nauki, sprzątania i gotowania. To nawet najmniejsze rzeczy, które na co dzień nie są tak dobrze widoczne. Wychowanie wspaniałego dziecka to też talent. Co więcej, uważam, że ludzie nie mają tylko jednego talentu ale kilka. Nauczyliśmy się jednak, że tylko osoby, które wybijają się posiadają taki specjalny dar. Osoby takie mają po prostu szczęście. Urodziły się pod szczęśliwą gwiazdą, więc w pewien sposób mają lepiej w życiu (bo np. mają duży dom, czy pieniądze na koncie), z drugiej jednak strony na wiele rzeczy pozwolić sobie nie mogą.

Wniosek stąd taki, że powinniśmy siebie doceniać. I nie ważne czy jesteśmy chudzi, grubi, wysocy czy niscy, każdy z nas posiada jakiś dar, coś co czyni nas ludźmi jakimi jesteśmy. Dlatego więc powinniśmy wierzyć w siebie.

25 sie 2012

Jam jest rycerz, czyli przyemyśleń part 2.

Ktoś po przeczytaniu ostatniej notki spytał mnie dlaczego chcę być tym rycerzem. Pytanie mogłoby się wydawać dość banale i wynikające z poprzedniego tekstu, ale skłoniło mnie to do przemyśleń. Myślałam, myślałam i myślałam (czyli to co lubię robić najbardziej :P) i wywnioskowałam, że lepiej być rycerzem niż np. księżniczką. Każda dziewczynka chce być właśnie taką księżniczką. Czekać na tego jedynego w wieży, który przybędzie na białym rumaku aby uratować tylko i wyłącznie ją. A co jeśli taki książę nigdy nie przybędzie? Co jeśli księżniczka do końca życia zostanie uwięziona w wieży? Wydawało mi się, że już raz zostałam uratowana. Że przybył mój wymarzony książę i wyrwał mnie z szarości i niezmienności tego świata. Jak się jednak okazało, myliłam się. Wniosek z tego prosty - nie można liczyć, że przybędzie ktoś kto nas uratuje. Wydaje się nam, że gdy będziemy siedzieć i płakać ktoś przybędzie aby nas pocieszyć. W rezultacie swoje szczęście opieramy na innych. Dlatego właśnie należy być rycerzem, nie księżniczką. Walczyć dzielnie z potworami codzienności, stawiać czoła naszym słabością. Z podniesioną głową dumnie reprezentować to, w co się wierzy i nie dać się stłamsić ludziom, myślącym, że są lepsi. Trzeba nauczyć radzić sobie w obecnym świecie, a nie opierać wszystko na naiwnej wierze. Tak właśnie myślę.

22 sie 2012

Czy Patyk nadaje się na rycerza?

Rozmowa z Bączysławem o tym, że jestem dość niska i niezbyt silna dała mi do myślenia. Więc postanowiłam, że nadaje się na super rycerza. Takiego wiecie, honorowego, dobrego, uczynnego i walczącego ze strzygami. Mogłabym ratować niewinne damy z opresji i reprezentować wszystkie wartości, które uważam za słuszne. Oczywiście miałabym swojego chowańca (który prosił żebym o nim wspomniała). I byłabym wykształcona. Szkoda tylko, że musiałabym ukrywać swoją płeć. Jednak to nie jest przeszkoda dla mnie. Byłabym bowiem idealnym rycerzem. Tak... To byłaby idealna rola dla mnie. Nie być tą słabowitą księżniczką zamkniętą w wieży, tylko prawdziwym wojownikiem, który swój los bierze we własne ręce. A może właśnie byłabym taką księżniczką, tylko nie chce tego przyznać? A może byłabym zwykłą służką na dworze? Albo takim wiecie... rolnikiem? Chłopką zwykłą, co z zazdrością patrzyłaby na zamek i podziwiała w nim wszystko? I hodowałabym świnie? Ale ja nie chce hodować świń :( Czy Patyk nadaje się na rycerza czy może na chłopkę? Aaaa.... Teraz nie zasnę zastanawiając się nad tym. Dobrze, że nie żyje w średniowieczu...

12 sie 2012

Srakowaty Krakon

Chciałabym żeby ktoś powiedział mi, co mam zrobić żeby było dobrze. Dostać taką gotową receptę, która zadziała od ręki. I przestać się męczyć i dręczyć całkiem niepotrzebnymi rzeczami, nie robić głupot, które robię nagminnie, no i nie być tak naiwną osóbką. Dlatego właśnie chciałabym być zła i straszna. Mogłabym poradzić sobie z tym, z czym teraz nie potrafię. I tak myślę, że chyba przerwa w konwentowaniu dobrze mi zrobi. Nabiorę odpowiedniego dystansu do tego wszystkiego i może pozbędę się tych krążących myśli, które nie dają mi spokoju. Bo czy jest coś złego w tym, że chce być w całkiem normalnym związku? Bez ukrywania się, bez komplikacji, bez stwarzania pozorów, bez sztucznych uczuć. Jak każdy chcę poczuć, że nadaje się do czegoś więcej niż do seksu. Chcę randek i kina i wspólnych wygłupów i spoglądania na siebie z czułością. Chce wiedzieć, że nie jestem taka beznadzieja za jaką się uważam. Bo cóż mogę myśleć jak faceci chcą ode mnie tylko seksu i niczego więcej? Lori zabroniła mi zbliżać się do niego. Może wyjdzie mi to na dobre? Zobaczymy. Na razie jednak wróciłam z Krakonu, gdzie niektóre sprawy zostały tam i spoza tamtąd nie wyjdą. I mogę powiedzieć, że mimo srakowatych koszulek i półnagich mężczyzn w akademiku, było całkiem nieźle. A teraz idę spać, bo jeszcze napiszę coś czego będę później żałować, biorąc pod uwagę, że znam część osób która to czyta.

Tak więc sayonara i dobranoc!

6 sie 2012

Woodstockowe trudne sprawy

Tak. Tak. Tak. Byłam na Woodstocku. A dokładniej mówiąc, pracowałam tam. Było dość ciężko. Wiecie... wstawanie o 5 rano, kładzenie się spać o 23-01, taszczenie 30kg skrzynek z mięsem, serami, makaronami i takimi różnymi, lunch boxy których szczerze nienawidzę, spanie przez tydzień na podłodze itd. Chociaż muszę przyznać, że było też kilka interesujących rzeczy, wartych zapamiętania. Po pierwsze, kucharki. Pani Marta i Marzena zasługują tutaj na wyróżnienie. Wredne, mówiące co myślą, a momentami nawet bezczelne no i dużo przeklinające. Ale bez nich ta cała praca nie była by tak zabawna i interesująca. Serio. Na przykład pani Marta krzycząca do srającego gościa pod naszymi oknami czy chce papieru do podtarcia. Takie rzeczy nie każdy możne zrobić. Kolejną rzeczą, której nigdy nie zapomnę to ludzie, których poznałam i z którymi mam nadzieję, że utrzymam dłuższy kontakt. Na razie napisał do mnie Paweł, czyli jeden z trzech kucharzy (nie licząc oczywiście legendarnych pań kucharek). W najbliższym czasie mam zamiar napisać do Marleny (siostry ćpunka) i może do Krzysztofa-Zbigniewa? Chociaż wątpie w to czy chciał by tego, zważywszy na nasze spięcia i docinki. Mimo, że Ewa uważa, że to raczej było coś jak urocze droczenie się. Nie wiem. Ale wracając do tematu, to zapamiętam oczywiście Woodstock - ludzie w błocie, super wielkie tłumy, kolesie którzy zapraszali nas na rakietę kosmiczną, ciężki powrót do domu i człowiek a'la Jezus, na którym spałam. Mimo, że było bardzo ciężko i pracowało się po 19-20h dziennie i że nogi wchodziły wręcz do dupy, pojechałabym tam jeszcze raz. Będąc tam czułam, że żyje. Teraz czeka mnie już tylko Krakon i starcie z panem B. co już teraz nie będzie dla mnie takie ciężkie. Mimo wszystko jednak możecie trzymać za mnie kciuki.

Ave!

18 lip 2012

Jestem jednorożcę :3

Wróciłam z parapetówy "papy" mojej grupy. Tak, tak, tak. On jest jakby naszym ojcem, my jego dzieciaczkami. Żartuje oczywiście xD Wracając jednak do imprezy, pojechałam na nią zaopatrzona w 8 piw. Myślę sobie, będzie akurat, a jak zostanie do domu wezmę. Mimo mojego dobrego humoru lekko się bałam. No może słowo "bałam" jest tu wielkim nadużyciem, ale generalnie czułam lekką tremę. Raczej nigdy nie chodziłam na imprezy tego typu. Zostawałam w domu i było mi z tym całkiem dobrze. Po za tym praktycznie nie znałam tych ludzi. Owszem, jesteśmy w jednej grupie, ale nie znaczy to, że znamy się super dobrze. Początek oczywiście był drętwy, ale w miarę ubytku w alkoholu, robiło się coraz luźniej. Impreza skoczyła się tuż przed 3, a ja muszę przyznać, że już dawno tak dobrze się nie bawiłam. Serio. Całe moje przygnębienie i zły humor związany z ostatnimi wydarzeniami, poszedł.... w pieruny :P Było dużo śmiechu, tosty robione w środku nocy, hucznie obchodzone urodziny, jajecznica na piwie i jeszcze o wiele więcej innych rzeczy, które będę przeze mnie miło wspominane. Nie mogę doczekać się następnej domówki, bo oczywiście planowane zostały już następne ^^

A tymczasem szybka drzemka i wyjście na nową Epokę Lodowcową do kina. Zastanawiam się tylko czy obietnice, nie będące obietnicami (które bardziej jak groźby brzmią) zostaną spełnione czy jak zawsze to słowa rzucone na wiatr. Chyba lepiej by było dla pewnej osoby, aby były to tylko nic nie znaczące słowa, bo w innym wypadku czeka mnie bardzo stresujący i denerwujący wieczór :D

Ave! ^^

16 lip 2012

Szczodry bocian i nagłe zwiększenie populacji ludzkiej.

Świat obecnie mnie przeraża. I piszę to całkiem poważnie. Ludzie mający lat 20 biorą śluby, rodzą dzieci. A co z samorealizacją? Co z planami i marzeniami? Wchodzę na popularną tak twarzoksiążkę, a tu kolejna koleżanka, mająca tyle lat co ja, oznajmia całemu światu, że w ciąży jest. Czy to na prawdę powód do dumy? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Zarówno dziecko i jak i małżeństwo to obowiązek. Poważny obowiązek, którego zignorować nie można. Niewiele osób jest na tyle dojrzałych w wieku lat 21 aby mieć dzieci i żyć w związkach małżeńskich. Może to tylko mój wymysł, ale serio, ja nie byłabym gotowa na coś takiego. I nie chodzi już nawet, że nie mam z kim dziecka "robić", że tak brzydko się wyrażę. Na chwilę obecną jestem tylko marną studentką, która nic nie może zaoferować przyszłemu potomkowi. Więc jak mam brać odpowiedzialność, za jego przyszłe życie, edukacje i rozwój. To wszystko kosztuje. Większość osób jest właśnie w takiej sytuacji, a mimo to rozmnażają się niczym króliki. To, że mąż/chłopak pracuje nie wystarczy. A osoby, które myślą, że wystarczy są moim zdaniem niedojrzałe. Przecież w obecnych czasach trzeba się liczyć z tym, że związek nie wyjdzie. Czasem miłość nie wystarczy, aby być razem. I później taka kobieta zostaje sama z dzieckiem i nie wie co ma robić, bo od zawsze siedziała w domu. Na miłość boską! Ludzie, ogarnijcie się. Co takiego można osiągnąć w ciągu 20 lat?! Człowiek nie jest w stanie nawet zwykłego licencjata skończyć.

A może to ja jestem dziwna i nieprzystosowana do obecnego świata? Może to kwestia, tego w co wierze i wierzyć będę, nawet jeśli miałabym zostać starą panną? I być może faktycznie skupianie się na marzeniach jest złe i należy wziąć szybko ślub i rodzić dzieci jedno po drugim? Nie mam zielonego pojęcia. Wiem jednak, że w wieku lat 21, nie można wziąć odpowiedzialności za nowe życie i za życie partnera. Ludzie są po prostu nieprzystosowani do tego. Później dlatego słyszy się o nieudanych związkach, o nieszczęśliwych dziewojach i o dzieciach, które zostają zabite przez matki czy ojców. I akurat zdania na ten temat nie zmienię chyba nigdy, bo wszystko powinno iść w pewnym porządku chronologicznym.

Obecny świat przeraża mnie. Serio.

11 lip 2012

Burza.

Wcześniej bałam się burzy. Może nie burzy samej w sobie, ale tych głośnych i dość przerażających grzmotów. Gdy widziałam, że niebo rozświetlone jest przez błyskawice, zaraz zaczynałam się trząść jak galareta, a strach mnie dosłownie paraliżował. Kładłam się najczęściej w łóżku i nakrywałam głowę kołdrą, byle tylko znaleźć się od tego jak najdalej. Potem zaczęłam uciekać do niego. Było to całkiem miłe. Nie samo uciekanie, ale świadomość, że jest ktoś do kogo uciec mogę, kto był tylko dla mnie. Kochałam tą świadomość. I jak on zniknął myślałam, że znów zacznę się tak panicznie bać i uciekać. Jednak jest inaczej. Boje się, bardzo się boje, ale jednocześnie czekam na tą burzę. Przynosi mi ona dziwnego rodzaju ukojenie. Ta chwila sprawia, że się wyciszam i że jest mi dobrze. Może jest to kwestia tego, że stawiam czoła swoim lękom czy coś. Sama niestety nie wiem jak to działa wszystko, ale na pewno wiem, że pokochałam burze, której tak bardzo nienawidziłam i która dalej wywołuje ten wielki strach.

Ale nie ma co głupot pisać, tylko spać trzeba iść. Tak więc,

Ave Misiaczki :D i przyjemnych kolejnych burz xD

7 lip 2012

Hiding My Heart

Niby mam wakacje, ale cały czas coś robię, gdzieś biegnę, z kimś się spotykam. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy bo będę mogła mówić jakie wspaniałe wakacje miałam, gdzie nie byłam i kogo nie poznałam no i oczywiście nie muszę za dużo myśleć co ostatnio bardzo mi ciąży. Siedzę i się zastanawiam - "Co by było gdyby...", "A może to nie jest jednak takie jak mi się wydaje...", "A może po prostu chcę żeby to inaczej wyglądało niż wygląda..." itd. Dlatego właśnie musiałam szybciutko uciec z Opola i szczerze powiedziawszy nie mam ochoty tam wracać. Myślę, że było by inaczej gdybym nie była ignorowana i uświadamiana na każdym kroku jaka to nie jestem beznadziejna i głupiutka mimo wszystko. Pewnie większość takich zachowań to moja wina, bo zachowuje się dość sprzecznie, np. śmieszna zasada "paczaj jak nie pacza", albo siedzenie w środku nocy i przez 2h patrzenie się na plecy. Takie zachowania do mnie nie pasują, albo nie chcę żeby pasowały. Jednak nie umiem tego powstrzymać, bo chociaż jestem zła na niego i na całą niesprawiedliwość tego świata, to siedząc tak i patrząc nawet na głupie plecy mogę wyobrazić sobie historię z happy endem. I to nie historię idealnej bohaterki, którą czasem mam ochotę być, ale moją własną. Z tym jaka jestem, co mnie cieszy i co mnie smuci, z moją lekką niezdolnością da wyrażania uczuć, z moją wrażliwością na dosłownie wszystko. Dlatego właśnie mimo, że siedziałam przez te 2h totalnie niezauważalna, pominięta, zignorowana, to gdzieś tam, na samą myśl, o tym że jest na wyciągnięcie ręki, byłam szczęśliwa. Przeraża mnie to, bo cała sytuacja jest dość nieprzyjemna dla mnie i w szybki i efektywny sposób może mnie zniszczyć, jak było z Marcinem, ale wierzę gdzieś tam że może mi się udać, że przebije się przez warstwę zimna i obojętności i że ta historia skończy się jednak happy endem. Marzenia chyba czasem się spełniają, prawda?


2 lip 2012

To wszystko czego chcę ^^

Zaczęłam zastanawiać się czego chce od życia, o czym marzę tak dokładnie. Wcześniej życie toczyło się swoim rytmem, a ja poddawałam się jego nurtowi bez żadnego sprzeciwu. Ale nie pasuje mi to, dlatego zaczęłam się zastanawiać właśnie nad tym czego chce i przede wszystkim jaka jestem. Na to drugie pytanie do tej pory nie mogę znaleźć odpowiedzi i myślę, że większość ludzi ma z tym problem. Nie chodzi tu o moje cechy czy przyzwyczajenia, ale o mnie jako o ogół. A nie można powiedzieć za dużo o człowieku nie znając jego marzeń, bo to one determinują pewne zachowania, a wiedza którą zdobywa się w procesie "zdobywania marzeń" sprawia, że się zmieniamy. Więc wzięłam zwykłą kartkę i spisałam wszystko czego chce na chwilę obecną. Nie tylko rzeczy materialne, czy marzenia takie długookresowe, ale też wszystkie niematerialno-niematerialne rzeczy których nie da się tak łatwo zmienić. I właśnie to, czego zmienić nie mogę postanowiłam zaakceptować, np. chciałabym być szczuplejsza. Powinnam więc ćwiczyć i stosować jakieś śmieszne diety, ale z drugiej strony lubię słodycze i to, że mogę zjeść pyszniutką karkówkę, popijając ją piwem nie myśląc o tym jak wiele kalorii zawiera. Dlatego zaakceptuje to, całość, a nie tylko fragment. Natomiast większość punktów, które zrealizować się da, osiągnę w krótszym czy też dłuższym czasie. Będzie to wymagało ode mnie bardzo dużo samodyscypliny i zaparcia, ale zrobię to, bo chcę. I pewnie zwątpię w to dość często, ale dam radę, bo przecież każdy jest kowalem swojego losu.

Ah, no i dla tych wszystkich, którzy w to nie wierzą lub mnie nie lubią: spadajcie. Nikt nie musi mnie lubić, ani wierzyć we mnie. Nie czytajcie tego, nie rozmawiajcie ze mną, nie bądźcie fałszywi, bo to odbije się tylko na was xD