Świat obecnie mnie przeraża. I piszę to całkiem poważnie. Ludzie mający lat 20 biorą śluby, rodzą dzieci. A co z samorealizacją? Co z planami i marzeniami? Wchodzę na popularną tak twarzoksiążkę, a tu kolejna koleżanka, mająca tyle lat co ja, oznajmia całemu światu, że w ciąży jest. Czy to na prawdę powód do dumy? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Zarówno dziecko i jak i małżeństwo to obowiązek. Poważny obowiązek, którego zignorować nie można. Niewiele osób jest na tyle dojrzałych w wieku lat 21 aby mieć dzieci i żyć w związkach małżeńskich. Może to tylko mój wymysł, ale serio, ja nie byłabym gotowa na coś takiego. I nie chodzi już nawet, że nie mam z kim dziecka "robić", że tak brzydko się wyrażę. Na chwilę obecną jestem tylko marną studentką, która nic nie może zaoferować przyszłemu potomkowi. Więc jak mam brać odpowiedzialność, za jego przyszłe życie, edukacje i rozwój. To wszystko kosztuje. Większość osób jest właśnie w takiej sytuacji, a mimo to rozmnażają się niczym króliki. To, że mąż/chłopak pracuje nie wystarczy. A osoby, które myślą, że wystarczy są moim zdaniem niedojrzałe. Przecież w obecnych czasach trzeba się liczyć z tym, że związek nie wyjdzie. Czasem miłość nie wystarczy, aby być razem. I później taka kobieta zostaje sama z dzieckiem i nie wie co ma robić, bo od zawsze siedziała w domu. Na miłość boską! Ludzie, ogarnijcie się. Co takiego można osiągnąć w ciągu 20 lat?! Człowiek nie jest w stanie nawet zwykłego licencjata skończyć.
A może to ja jestem dziwna i nieprzystosowana do obecnego świata? Może to kwestia, tego w co wierze i wierzyć będę, nawet jeśli miałabym zostać starą panną? I być może faktycznie skupianie się na marzeniach jest złe i należy wziąć szybko ślub i rodzić dzieci jedno po drugim? Nie mam zielonego pojęcia. Wiem jednak, że w wieku lat 21, nie można wziąć odpowiedzialności za nowe życie i za życie partnera. Ludzie są po prostu nieprzystosowani do tego. Później dlatego słyszy się o nieudanych związkach, o nieszczęśliwych dziewojach i o dzieciach, które zostają zabite przez matki czy ojców. I akurat zdania na ten temat nie zmienię chyba nigdy, bo wszystko powinno iść w pewnym porządku chronologicznym.
Obecny świat przeraża mnie. Serio.
A może to ja jestem dziwna i nieprzystosowana do obecnego świata? Może to kwestia, tego w co wierze i wierzyć będę, nawet jeśli miałabym zostać starą panną? I być może faktycznie skupianie się na marzeniach jest złe i należy wziąć szybko ślub i rodzić dzieci jedno po drugim? Nie mam zielonego pojęcia. Wiem jednak, że w wieku lat 21, nie można wziąć odpowiedzialności za nowe życie i za życie partnera. Ludzie są po prostu nieprzystosowani do tego. Później dlatego słyszy się o nieudanych związkach, o nieszczęśliwych dziewojach i o dzieciach, które zostają zabite przez matki czy ojców. I akurat zdania na ten temat nie zmienię chyba nigdy, bo wszystko powinno iść w pewnym porządku chronologicznym.
Obecny świat przeraża mnie. Serio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz