Niby mam wakacje, ale cały czas coś robię, gdzieś biegnę, z kimś się spotykam. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy bo będę mogła mówić jakie wspaniałe wakacje miałam, gdzie nie byłam i kogo nie poznałam no i oczywiście nie muszę za dużo myśleć co ostatnio bardzo mi ciąży. Siedzę i się zastanawiam - "Co by było gdyby...", "A może to nie jest jednak takie jak mi się wydaje...", "A może po prostu chcę żeby to inaczej wyglądało niż wygląda..." itd. Dlatego właśnie musiałam szybciutko uciec z Opola i szczerze powiedziawszy nie mam ochoty tam wracać. Myślę, że było by inaczej gdybym nie była ignorowana i uświadamiana na każdym kroku jaka to nie jestem beznadziejna i głupiutka mimo wszystko. Pewnie większość takich zachowań to moja wina, bo zachowuje się dość sprzecznie, np. śmieszna zasada "paczaj jak nie pacza", albo siedzenie w środku nocy i przez 2h patrzenie się na plecy. Takie zachowania do mnie nie pasują, albo nie chcę żeby pasowały. Jednak nie umiem tego powstrzymać, bo chociaż jestem zła na niego i na całą niesprawiedliwość tego świata, to siedząc tak i patrząc nawet na głupie plecy mogę wyobrazić sobie historię z happy endem. I to nie historię idealnej bohaterki, którą czasem mam ochotę być, ale moją własną. Z tym jaka jestem, co mnie cieszy i co mnie smuci, z moją lekką niezdolnością da wyrażania uczuć, z moją wrażliwością na dosłownie wszystko. Dlatego właśnie mimo, że siedziałam przez te 2h totalnie niezauważalna, pominięta, zignorowana, to gdzieś tam, na samą myśl, o tym że jest na wyciągnięcie ręki, byłam szczęśliwa. Przeraża mnie to, bo cała sytuacja jest dość nieprzyjemna dla mnie i w szybki i efektywny sposób może mnie zniszczyć, jak było z Marcinem, ale wierzę gdzieś tam że może mi się udać, że przebije się przez warstwę zimna i obojętności i że ta historia skończy się jednak happy endem. Marzenia chyba czasem się spełniają, prawda?
Nie chowaj serca, tylko znajdz kogos, komu bedziesz mogla wpatrywac sie w oczy ze wzajemnoscia a nie w plecy.
OdpowiedzUsuń