11 lip 2012

Burza.

Wcześniej bałam się burzy. Może nie burzy samej w sobie, ale tych głośnych i dość przerażających grzmotów. Gdy widziałam, że niebo rozświetlone jest przez błyskawice, zaraz zaczynałam się trząść jak galareta, a strach mnie dosłownie paraliżował. Kładłam się najczęściej w łóżku i nakrywałam głowę kołdrą, byle tylko znaleźć się od tego jak najdalej. Potem zaczęłam uciekać do niego. Było to całkiem miłe. Nie samo uciekanie, ale świadomość, że jest ktoś do kogo uciec mogę, kto był tylko dla mnie. Kochałam tą świadomość. I jak on zniknął myślałam, że znów zacznę się tak panicznie bać i uciekać. Jednak jest inaczej. Boje się, bardzo się boje, ale jednocześnie czekam na tą burzę. Przynosi mi ona dziwnego rodzaju ukojenie. Ta chwila sprawia, że się wyciszam i że jest mi dobrze. Może jest to kwestia tego, że stawiam czoła swoim lękom czy coś. Sama niestety nie wiem jak to działa wszystko, ale na pewno wiem, że pokochałam burze, której tak bardzo nienawidziłam i która dalej wywołuje ten wielki strach.

Ale nie ma co głupot pisać, tylko spać trzeba iść. Tak więc,

Ave Misiaczki :D i przyjemnych kolejnych burz xD

7 lip 2012

Hiding My Heart

Niby mam wakacje, ale cały czas coś robię, gdzieś biegnę, z kimś się spotykam. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy bo będę mogła mówić jakie wspaniałe wakacje miałam, gdzie nie byłam i kogo nie poznałam no i oczywiście nie muszę za dużo myśleć co ostatnio bardzo mi ciąży. Siedzę i się zastanawiam - "Co by było gdyby...", "A może to nie jest jednak takie jak mi się wydaje...", "A może po prostu chcę żeby to inaczej wyglądało niż wygląda..." itd. Dlatego właśnie musiałam szybciutko uciec z Opola i szczerze powiedziawszy nie mam ochoty tam wracać. Myślę, że było by inaczej gdybym nie była ignorowana i uświadamiana na każdym kroku jaka to nie jestem beznadziejna i głupiutka mimo wszystko. Pewnie większość takich zachowań to moja wina, bo zachowuje się dość sprzecznie, np. śmieszna zasada "paczaj jak nie pacza", albo siedzenie w środku nocy i przez 2h patrzenie się na plecy. Takie zachowania do mnie nie pasują, albo nie chcę żeby pasowały. Jednak nie umiem tego powstrzymać, bo chociaż jestem zła na niego i na całą niesprawiedliwość tego świata, to siedząc tak i patrząc nawet na głupie plecy mogę wyobrazić sobie historię z happy endem. I to nie historię idealnej bohaterki, którą czasem mam ochotę być, ale moją własną. Z tym jaka jestem, co mnie cieszy i co mnie smuci, z moją lekką niezdolnością da wyrażania uczuć, z moją wrażliwością na dosłownie wszystko. Dlatego właśnie mimo, że siedziałam przez te 2h totalnie niezauważalna, pominięta, zignorowana, to gdzieś tam, na samą myśl, o tym że jest na wyciągnięcie ręki, byłam szczęśliwa. Przeraża mnie to, bo cała sytuacja jest dość nieprzyjemna dla mnie i w szybki i efektywny sposób może mnie zniszczyć, jak było z Marcinem, ale wierzę gdzieś tam że może mi się udać, że przebije się przez warstwę zimna i obojętności i że ta historia skończy się jednak happy endem. Marzenia chyba czasem się spełniają, prawda?


2 lip 2012

To wszystko czego chcę ^^

Zaczęłam zastanawiać się czego chce od życia, o czym marzę tak dokładnie. Wcześniej życie toczyło się swoim rytmem, a ja poddawałam się jego nurtowi bez żadnego sprzeciwu. Ale nie pasuje mi to, dlatego zaczęłam się zastanawiać właśnie nad tym czego chce i przede wszystkim jaka jestem. Na to drugie pytanie do tej pory nie mogę znaleźć odpowiedzi i myślę, że większość ludzi ma z tym problem. Nie chodzi tu o moje cechy czy przyzwyczajenia, ale o mnie jako o ogół. A nie można powiedzieć za dużo o człowieku nie znając jego marzeń, bo to one determinują pewne zachowania, a wiedza którą zdobywa się w procesie "zdobywania marzeń" sprawia, że się zmieniamy. Więc wzięłam zwykłą kartkę i spisałam wszystko czego chce na chwilę obecną. Nie tylko rzeczy materialne, czy marzenia takie długookresowe, ale też wszystkie niematerialno-niematerialne rzeczy których nie da się tak łatwo zmienić. I właśnie to, czego zmienić nie mogę postanowiłam zaakceptować, np. chciałabym być szczuplejsza. Powinnam więc ćwiczyć i stosować jakieś śmieszne diety, ale z drugiej strony lubię słodycze i to, że mogę zjeść pyszniutką karkówkę, popijając ją piwem nie myśląc o tym jak wiele kalorii zawiera. Dlatego zaakceptuje to, całość, a nie tylko fragment. Natomiast większość punktów, które zrealizować się da, osiągnę w krótszym czy też dłuższym czasie. Będzie to wymagało ode mnie bardzo dużo samodyscypliny i zaparcia, ale zrobię to, bo chcę. I pewnie zwątpię w to dość często, ale dam radę, bo przecież każdy jest kowalem swojego losu.

Ah, no i dla tych wszystkich, którzy w to nie wierzą lub mnie nie lubią: spadajcie. Nikt nie musi mnie lubić, ani wierzyć we mnie. Nie czytajcie tego, nie rozmawiajcie ze mną, nie bądźcie fałszywi, bo to odbije się tylko na was xD

24 cze 2012

"Ale proszę Cię, bądź delikatny"

I znowu nic nie układa się po mojej myśli. Ostatnimi czasy to norma. No może po za uczelnią. Tam zawsze mi dobrze idzie, bo w porównaniu z codziennymi sprawami usiąść i nauczyć się paru rzeczy to nic trudnego. A tak? Serce przebite milionem różnych szpilek z imionami osób, które zraniły, zawiodły, okazały się fałszywe no i oczywiście wewnętrzny i nieznikający ból. O! To prawie jak taki fizyczny, który odczuwam teraz. Pojechałam bowiem do Opola, do przyjaciela. Oczywiście miałam nadzieje na to ekscytujące spotkanie do którego w sumie doszło, ale nie w takiej formie w jakiej bym chciało żeby przebiegło. Ale o tym zaraz. Następnego dnia z moim przyjacielem wybraliśmy się nad jezioro. Wszystko pięknie i cudownie gdyby nie to, że doznałam silnych i dość bolesnych poparzeń słonecznych. Tak... Cała Patrycja. Generalnie chodzi mi o to, że ten ból fizyczny, który teraz czuje można porównać do tego odczuwanego wewnątrz. Jest to dla mnie dość nowe odkrycie i w sumie zastanawiające. Bo jeśli na spieczone plecy istnieje super mleczko, to czy jest coś takiego na te wszystkie szpilki w sercu? Szczerze wątpię. A teraz po MagiConie zrobi się ich jeszcze więcej. Nie, nie, oczywiście że nie będę tam płakać ani rozpaczać, bo to kompletnie nie w moim stylu, ale na pewno będę się źle czuła z tym, można nawet powiedzieć, że okropnie. Nie chce czuć tego po raz kolejny, bo uważam, że i tak było więcej tych gorszych rzeczy niż lepszych. Nie chce patrzeć jak chłopak, którego dość lubię stara się udowodnić coś sobie, mi i całemu światu. W takich chwilach chciałabym być bohaterką jakiegoś obrzydliwie słodkiego anime. Ale cóż... życie.

Na szczęście jednak jutro czeka mnie dość miłe spotkanie z Lori, którą uwielbiam za... całokształt. Pod koniec tygodnia może uda mi się do aquaparku pójść z Bączysławem i osłopawiem, ale szczerze wątpię w to żeby ten drugi przyjechał. Ale nie ma co się łamać. Zamierzam się tam dobrze bawić. Na konwencie mam nadzieję, że będę zajęta i nie będę musiała myśleć o rzeczach zbędnych, a potem.... grill ^^ u Bączysława i może wyjazd do wujaszka? Ale zobaczymy jak wyjdzie.

Ave! :D

13 cze 2012

Zakręt, zakręt i o! Portugalczyk ^^

Chciałoby się powiedzieć "a nie mówiłam", bo dokładnie te słowa cisną mi się na usta. Zaskoczenie? Brak. Smutek? Lekki, ale nie na tyle poważny żeby się tym przejąć. Rozczarowanie? Również brak. No może malutkie, jednak myślę, że spodziewałam się tego. Plan działania? Zdecydowany jego brak. Ale cóż, trzeba żyć dalej. Nikogo nie będę do niczego zmuszała, a ciągłe udowadnianie tej osobie, że nie jest jak myśli straciło chyba jakikolwiek sens. Musi chcieć to zmienić, a widać nie chce. Cóż... a Bączysław mówił. Nie wiem co bym musiała zrobić, żeby ruszyć całą i przeogromną górę uprzedzeń, złości i olbrzymiej zaciętości. Serio. Nie wiem. Już dawno nie miałam sytuacji, w której nie posiadałam planu awaryjnego, nazwijmy go tak. I tak siedzę i myślę i myślę i myślę i doszłam do wniosku, że mam ochotę sprać na kwaśne jabłko pewną dziewoję, która widać ma problemy emocjonalne. Tak. Chociaż może to kwestia tego, że chce znaleźć kogoś kto będę mogła obarczyć winą za to wszystko. W sumie, tego też nie wiem. Jednak wiem to, że bardzo nie lubię ludzi, którzy niszczą życie innym ludziom. I współczuje wszystkim tym, którzy później z tymi innymi muszą żyć. Chętnie zaczęłabym tu rzucać imionami czy ksywami, ale nawet nie wiem kto to czyta, więc zrobiło by się niezłe bagno. Całe szczęście planuje wyjazd na trochę za granicę i to nie na wakacje ^^ Poznam miłego Hiszpana albo Portugalczyka. Wszystko mi jedno. I może się nawet opale trochę. A w tym czasie niektóre osoby może się zmienią na lepsze, może zrozumieją pewne rzeczy, albo to właśnie ja zmienię paczenie na ten świat i problemy, które są teraz znikną niczym fatamorgana xD

Żegna was Patyk z życia pełnego zakrętów.
Ave!

3 cze 2012

Wrzos.

Ostatnio jestem wszystkim zmęczona. Nie mam chęci ani motywacji. Najchętniej położyłabym się i nie wstawała z łóżka. Uśmiecham się, smucę, przejmuje, denerwuje, ale czasem mam wrażenie, że nie jest tak do końca. Coraz częściej przyłapuje się na tym, że nic nie czuje, no może po za obojętnością. Pewnie dlatego, że słowa, które miały zostać niewypowiedziane zostały odkryte, a może przez to, że zaczyna mnie to męczyć. Sama nie wiem. Wiem za to, że chciałabym żeby było inaczej. Łatwiej. Tak jak do tej pory. Skupianie się na szkole, stawianie cienkiej granicy w kontaktach z innymi. To mi pasowało. Nie było zbędnego myślenia, czy przejmowania się. A teraz? Udawanie twardej i zimniej zmęczyło mnie. Może czasem jestem lekkomyślna i ciapowata, ale jestem też życzliwa, pomocna, delikatna i całkiem przyjazna. Kiedyś byłam też naiwna, ale to akurat się zmieniło. Ogólnie stałam się kimś, kogo teraz nie poznaje w lustrze. Jak więc ktoś ma mnie pokochać, skoro sama siebie nie lubię? Heh szkoda, bo akurat chciałabym poruszyć serce kogoś bardzo, ale to bardzo upartego. Jednak wszystko na to wskazuje, że poniosę na tym polu sromotną klęskę i dalej będę jak wrzos - całkiem samotny.

21 maj 2012

Najwyższy czas się obudzić i przestać wierzyć w niemożliwe.

Nienawidzę ludzi, którzy swoja postawą dają złudne nadzieje. Jednak niestety coraz częściej na takich trafiam. Najgorsze jednak jest to, że zaczynam wierzyć w nich - wiąże z nimi plany, nadzieje, zaczynam żyć w przekonaniu, że ten świat nie jest taki zły. Całkiem małe rzeczy czy gesty zamieniają się w góry, smutek w szczęście, a brak poczucia własnej wartości znika. I mimo, że wiem jak to wszystko się skończy, chcę wierzyć, że tak nie będzie i że stanie się coś nieoczekiwanego co zmieni wszystko. Ale niestety później następuje upadek i to dość bolesny. Można to porównać do wyjebania się na schodach - boli i masz całkiem niezłego siniaka. Jednak i ból i siniak znikają w normalnych warunkach, ale te mentalne rany zostają na zawsze.

Ale co by nie było, mam szkołę, w której mi idzie całkiem nieźle, plan na życie, który nie ulegnie zmianie, książki i animie dzięki, którym mogę się stać kimś lepszym i całkiem innym, np. delikatna i dziewczęcą osóbką, która swoim urokiem i urodą powala wszystkich na kolana, albo nieustraszonym poszukiwaczek przygód, no i oczywiście mam anime, dzięki któremu zapominam.

Tak więc mogę oficjalnie ogłosić, że wraca stary dobry Patyk, który zawsze będzie dobrą przyjaciółką, córką, siostrą, koleżanką, sąsiadką czy kimkolwiek innym, ale na pewno nie osobą wierzącą w dobre zakończenia. Najwyższy czas się obudzić.