Mówi się, że początki bywają trudne. Początek nowego życia w mieście, początek życia bez osoby, która nas opuściła, początek życia z nowym nastawieniem. Moje życie do tej pory składało się praktycznie z samych trudnych początków, które z dania na dzień odebrały mi pewność siebie. Jednak dzisiaj wieczorem, gdy ubrana w starą koszulkę i bluzę Dżastiny (jest niesamowicie mięciutka) dreptałam wraz z moją siostrą, do bankomatu uświadomiłam sobie ważną rzecz. Przyczynę wszystkich trudnych początków, które do tej pory przeżyłam. Zawsze patrzyłam na nie z perspektywy szklanki pustej do połowy. Natomiast drugą połowę, tą pełną pomijałam, tak, jakby nigdy nie istniała. Gdzieś podświadomie wiedziałam o jej istnieniu, ale nie wiem dlaczego nie dopuszczałam do siebie myśli, że takowa istnieje. Pewnie zastanawiacie się dlaczego to piszę, co? Odpowiedź jest banalnie prosta. We wtorek po miłym-niemiłym spotkaniu, chcąc nie chcąc pewne sprawy zaczęłam od nowa. Starając się zapomnieć o przeszłości, zaczęłam się nimi zadręczać i jako efekt moich głębokich przemyśleń i rozważań, powstał wyżej wyciągnięty wniosek oraz ten blog.
Od dzisiaj wszystkie straszne i przerażające myśli, kłębiące się w zakamarkach mojej głowy i nie dające mi spokoju będę pisać tutaj.
Ave Słoneczka!
Od dzisiaj wszystkie straszne i przerażające myśli, kłębiące się w zakamarkach mojej głowy i nie dające mi spokoju będę pisać tutaj.
Ave Słoneczka!
W takim razie, pozwolisz, że będę czekać na te myśli z wytęsknieniem.
OdpowiedzUsuńCiekawie się zapowiada. Możesz liczyć, iż będę Cię "śledzić" x3
OdpowiedzUsuń"Początek nowego życia w mieście", nawet mnie nie denerwuj!
OdpowiedzUsuńTym razem będę czytać! Promis! <3
Ewa ^^